Guilty pleasures – „Chuck” i „Limitless”

Ostatnio jakoś tak się złożyło, że pisałem o rzeczach dobrych, doskonałych nawet, ale w odbiorze wymagających: koncentracji, uwagi, skupienia, wytężenia szarych komórek. Dziś pogadajmy o prostych i łatwo przyswajalnych przyjemnościach. Człowiek lubi cukier i tłuszcz. Tak już ma. Od dawna dawały energię i były paliwem koniecznym do wzmożenia fizycznej aktywności, ułatwiającej przeżycie. Dziś, w znakomitej większości, siła fizyczna przestała być nam potrzebna do czegokolwiek innego niż ewentualne prężenie muskułów na plażach, dyskotekach i zdjęciach wrzucanych na Tindera, ale cukier i tłuszcz lubimy dalej.

mcflurry_twix

I dostajemy je. McDonalds, Mars Inc., Coca-Cola.

Cukier.

I tłuszcz. Po co o tym piszę na blogu o opowieściach? Bo podobnie jest ze sprzedawanymi nam masowo produktami kultury popularnej i zawartymi w nich historiami. Jesteśmy zalewani przez morze opowieści prostych i lekkostrawnych, których spożycie nie wymaga żadnego wysiłku, a dostarcza przyjemności jak batonik Snickers. Albo McFlurry. Mmmm, McFlurry.

Z drugiej strony nikt się z uwielbieniem do hamburgerów specjalnie nie obnosi. Anglicy o takich przyjemnościach, którym nie powinniśmy się oddawać, ale i tak to robimy, mówią guilty pleasures.

Super-chłopcy

„Gdzie Ci mężczyźni, prawdziwi tacy? Orły, sokoły herosy”, śpiewała Danuta Rinn zanim jeszcze się urodziłem. I konkludowała: „dookoła jeden z drugim, jak nie nerwus, to histeryk”. Dzisiaj diagnoza byłaby pewnie jeszcze gorsza: wieczne dzieci, pozbawione poczucia odpowiedzialności, mali chłopcy na całe życie. To już nawet nie mężczyźni. Społeczeństwa Zachodu nie wymagają od nas, chłopów, wiele – żebyśmy zarobili sobie na pokoik i xboxa. I może wyjście na piwo. Jeśli przy okazji uda nam się nie nabawić refluksu przed 30. ani nie zaplątać w alimenty, to tym lepiej dla nas. Ale to właściwie tyle. Wyrosło pokolenie niewymagających od siebie.

chuck
Chuck z pierwszych serii to stereotypowy nerd-ciamajda.

Taki przynajmniej jest popularny obraz i z niego popkultura (nazwa zobowiązuje) korzysta. I tworzy „Chucka” i Briana. Ten pierwszy dostał serial od swojego imienia. Chuck to sprzedawca w sklepie elektronicznym. Ciamajda, nerd, trochę nieudacznik pełen kompleksów, o wiecznie przepraszającym stosunku do życia. W pewnym momencie Chuck „wgrywa” do swojego mózgu supertajną amerykańską bazę danych zwaną „Intersectem”. Dwoje agentów zostaje wysłanych, żeby chronić go i zawarte w jego głowie informacje. Agenci to antypatyczny John Casey i przepiękna Sarah Walker, w której Chuck momentalnie się zakochuje. Przez dwie serie ochraniają gapowatego Chucka, któremu dość przypadkowo przypominają się supertajne informacje z Intersectu. Więc przy okazji Chuck i ekipa rozwiązują sprawy wagi państwowej.

Humor tej serii tworzy się przez napięcia na skrzyżowaniu sklepowego świata Chucka, pełnego nieudaczników zarządzanych przez sadystycznego menedżera, ze światem potężnej tajnej agencji, która musi być ciągle w tym sklepie obecna. Także w interakcjach „słabego” głównego bohatera z nieludzką tajną machiną, a przede wszystkim – z karykaturalnie męskim i twardym Caseyem. Wątek romantyczny dotyczy oczywiście Chucka i Sary.

Kiedy ta formuła się wyczerpuje, pod koniec drugiej serii, do mózgu Chucka zostaje wgrany nowy Intersect. Ten jest o tyle lepszy, że Chuck dzięki „migawkom” uzyskuje natychmiast umiejętności a nie informacje – zostaje mistrzem kung fu, wirtuozem gitary, nieomylnym strzelcem czy genialnym matematykiem. Ale tylko na chwilę. I nigdy nie wiadomo, kiedy Intersect się będzie aktywować. Teraz Chuck, już jako pełnoprawny uczestnik gry szpiegowskiej, może starać się o Sarę.

yvonne-strahovski-wallpaper-2
Yvonne Strahovski została wybrana do roli Sary ze względu na swoją urodę. Potem sprawiła wszystkim psikusa i pokazała, że umie grać.

Fabuła daje twórcom właściwie nieskrępowane możliwości tworzenia dowolnych komplikacji fabularnych i wyciągania (od trzeciej serii) drużyny Chucka z dowolnych tarapatów, przy pomocy jego nabytych na chwilę „mocy”, co przy dostarczaniu niemęczącej intelektualnie rozrywki sprawdza się idealnie.

Aha – serialowa Sarah, czyli Yvonne Strahovski, Polka w drugim pokoleniu, robi w tej chwili niezłą karierę w Hollywood, więc w temacie aktorstwa też nie jest najgorzej.

Sherlock, McGyver i super haker w jednej pigułce

Dokładnie w takim samym punkcie wyjścia – życia młodego nieudacznika, tylko trochę innego typu, zaczyna serial „Limitless”. Beztroski Brian, który uwielbia gry i swoją shishę, dostaje pigułkę NZT, dzięki której może korzystać ze wszystkich komórek swojego mózgu, i po której staje się swoistym skrzyżowaniem Sherlocka Holmesa na intelektualnych sterydach z McGyverem i geniuszem komputerowym Elliotem Aldersonem z „Mr. Robot”. Ale tylko na 12 godzin. Jest też problem: długotrwałe zażywanie NZT prowadzi do uzależnienia, kończącego się psychozą i śmiercią. Brian zaś w wyniku spotkania z tajemniczym senatorem Eddiem Mourą staje się odporny na skutki uboczne.

brianshirt
Brian nie jest najpoważniejszym kolesiem na świecie – odczytajcie skrót FBI z jego koszulki.

Oczywiście momentalnie opieką otacza go FBI, które wie o pigułce i przydziela mu atrakcyjną agentkę Rebekę Harris i niechętnego Brianowi agenta Spellmana Boyle’a. Brian początkowo ma być chroniony tylko jako obiekt badań, odporny na skutki uboczne NZT. Szybko jednak zaczyna uczestniczyć w rozwiązywaniu spraw, a w końcu staje się w śledztwach niezbędny.

Znajdź 3 różnice? Przystojny, ale lekkomyślny Brian zastąpił Chucka. Jeden wieczny chłopiec zastąpił drugiego. Agentka Harris (grana przez Jennifer Carpenter, czyli siostrę Dextera z serialu „Dexter”) jest raczej mniej atrakcyjna od niezwykle seksownej Strahovski, a Spellman szybciej przekonuje się do Briana niż Casey do Chucka. I to tyle. Jak to bywa w produkcji fast foodów: sprawdzony model zostaje z niewielkim modyfikacjami (w tym roku McFarmer zamiast WieśMaca) wprowadzony na rynek ponownie. Model pozostaje ten sam: niedojrzały młody mężczyzna dostaje super-moce niedostępne dla kogokolwiek innego i wtedy pojawia się piękna agentka.

Nie miałem wysokich wymagań ani gdy zaczynałem oglądać pierwszy, ani drugi z tych seriali. Chciałem trochę szybkiej akcji, komiksowych postaci, od czasu do czasu jakąś bijatykę i ładną dziewczynę, o której względy bohater będzie długo zabiegał. Chciałem hamburgera. W „Limitless” dostałem dodatkowo sporo nawiązań komiksowych. Zawsze miło, kiedy pojawiają się smaczne dodatki.

Guilty pleasures są przyjemne i nic w tym złego, tylko pamiętajcie, że stałe stołowanie się w Macu zdrowe nie jest. I rozleniwia. Ale jeśli nie przesadzicie, to zarówno „Wieśmaka” jak i „McFarmera” do konsumpcji polecam.

Mateusz Mylicki

Podejrzany = skazany? – „The Night Of”

Podejrzany

Mieszkasz w USA. Wychowałeś się w rodzinie umiarkowanych muzułmanów. Na uniwerku jesteś trochę inny. Starasz się wpasować, przypodobać. Pewnego dnia grupka fajnych kolesi (gwiazd uniwersyteckiej koszykówki) zaprasza Cię na imprezę. Na której będą ich super gorące dziewczyny i ich koleżanki.

Umawiasz się z kumplem, że jedziecie tam razem. Kumpel Cię wystawia w ostatniej chwili, samochodu nie będzie. Jesteś wściekły, kolejna szansa może się nie zdarzyć. Na akceptację. I bliższe poznanie się z pięknymi dziewczynami. Zabierasz więc kluczyki i ruszasz taksówką ojca w miasto.

Po paru godzinach budzisz się w kuchni, w obcym mieszkaniu. Nie dotarłeś na imprezę. Za to spędziłeś gorącą noc z piękną dziewczyną. Na górze znajdujesz jej zmasakrowane zwłoki. Panikujesz.

Nazywasz się Nasir Khan, ale znajomi wołają na Ciebie Naz.

Glina

Jesteś doświadczonym, starym gliną. Zaraz przed emeryturą. Jesteś dobry w tym, co robisz, ale zmęczony. I być może trochę zgorzkniały. W toku kilkuset spraw widziałeś już prawie wszystko. Ta, która trafi Ci się tej nocy (nocy zdarzenia, „The night of”), wydaje się najłatwiejsza w karierze. Sprawcę złapano z zakrwawionym nożem. Gdy uciekał z miejsca zbrodni. Wcześniej widziano go, gdy włamywał się do budynku ofiary. I z niego w panice wybiegał. Jedyne, co musisz zrobić, to wydobyć od tego przestraszonego chłopaka przyznanie się do winy. Bo przecież nie ma co do niej wątpliwości. Prawda? Prawda??

Twoje nazwisko budzi niestrawność i bezsenność u adwokatów kryminalnych, czy po procesie będziesz umiał powiedzieć, że ja Dennis Box zrobiłem to co słuszne?

Adwokat

Bierzesz sprawy przegrane i starasz się doprowadzić do ugody redukującej wyrok o parę lat. Czy nawet miesięcy. Jesteś tani, ale chcesz płatności w gotówce. Nie zawsze ją dostajesz, więc bywa, że godzisz się na czek. Z których jedna trzecia nie ma pokrycia. Jesteś pośmiewiskiem. Także dlatego, że masz chorobę skóry stóp budzącą obrzydzenie u większości ludzi.

Jack Strong, Twoje nazwisko to jakby dodatkowa kpina. Ale, Silny Jacku, spotykasz na swojej drodze człowieka, w którego niewinność wierzysz bez żadnych zastrzeżeń. Sprawa tego chłopaka jest natomiast zupełnie przegrana.

Naz and Jack
Dynamika relacji pomiędzy głównymi bohaterami jest bardzo ważna i tworzy jedne z najlepszych scen.

Serial kompletny…

Streściłem Wam treść pierwszego odcinka najnowszego sądowo-więziennego thrillera HBO. Ale nic nie straciliście. Wszystko, o czym piszę, jest oczywiste, nie w tym żadnej tajemnicy, pierwszy odcinek to tylko wprowadzenie. I odnośnik. We wszystkich kolejnych akcja będzie do niego wracać i krążyć wokół wydarzeń tam przedstawionych. Będziemy oglądać je z każdej strony, poznawać ich rozwinięcia i interpretacje. Prokurator będzie budował na ich podstawie swoją stuprocentową sprawę, a adwokat – starał się szukać wątpliwości. Obejrzymy klasyczny, dobrze poprowadzony thriller sądowy.

Ale to nie wszystko. Równolegle Naz trafi do więzienia o zaostrzonym rygorze, gdzie będzie czekał na proces. Ta część historii kojarzyła mi się trochę ze „Skazanymi na Showshank”. Choć nie do końca, Andy Dufresne nigdy nie dał się uwięzić, w głowie pozostał wolny aż do ucieczki. Naz, początkowo sparaliżowany strachem, szybko zaczyna rozumieć zasady więziennej gry. To być może najbardziej fascynująca część serialu – jego transformacja z nieśmiałego studenta w… nie, tego nie zdradzę. Musicie zobaczyć sami, tym bardziej, że kreacja Riza Ahmeda jest perfekcyjna – a jeżeli wydaje Wam się, że wszystko o Nazie wiecie po pierwszym odcinku, to poczekajcie na ostatni.

Naz Transformation
Naz się zmienia pod wpływem pobytu w więzieniu. Ta mniej istotna, fizyczna zmiana jest odwzorowaniem procesów zachodzących w środku.

Te dwa tory narracyjne służą do zderzania ze sobą doskonale zbudowanych i bezbłędnie zagranych postaci. Riza Ahmeda reklamować nie muszę. Po prostu obejrzyjcie dwa odcinki. To, że John Turturro zagra Jacka Stronga idealnie, nie pozostawiało dla mnie wątpliwości. Jest stworzony do tej roli, dokładnie w połowie składającej się z wywołujących śmiech gagów i pomyłek, a w drugiej połowie – z goryczy egzystencji, na którą chyba nie zasłużył. A mimo to, między dwoma połówkami, wyrasta jeszcze całość doskonałej kreacji człowieka doświadczonego i cynicznego, którego motywacje nigdy nie są jasne, a działania często budzą politowanie. I który jest jedyną nadzieją Riza.

Wśród ról drugoplanowych, obok detektywa Boxa, o wspomnienie upomina się głośno kreacja ojca – Salima Khana, jednego z dwóch ludzi na całym świecie, który wierzy w niewinność syna. Peyman Moaadi ze skupieniem, nie szarżując, opowiada dojmującą historię człowieka, który, choć traci niemal wszystko, nie przestaje wierzyć.

Peyman Mooadi
Kreacja Peymana Mooadiego jest bardzo skupiona i dyskretna. W tym tkwi jej siła.

Do dobrego aktorstwa twórcy topowych seriali zdążyli nas już chyba przyzwyczaić. „Night Of” ten poziom trzyma, trudno znaleźć kreację, której by czegoś brakowało. Ale wyjątkowym ten serial czyni zakończenie.

… z niezapomnianym zakończeniem

Jak to może się skończyć? Jak tego nie schrzanić? Zadanie przed twórcami niezwykle trudne, już od zamierzchłych czasów „Lost” często ich przerastające. W tym przypadku to problem: jak uniknąć banału i żeby z jednej strony nie zanudził nas godny pożałowania happy end, a z drugiej – nie zabiła banalność dołującego zakończenia, gdzie sprawiedliwość przegrywa, a zło triumfuje. Otóż sprawiedliwość i prawda wygrywają, zło nie triumfuje. Paru ludzi okazuje się przyzwoitszymi, paru innych – głupszymi lub gorszymi niż się wydawało z początku. A jednak nie ma w tym triumfie prawdy zwycięstwa, nie ma w sprawiedliwości pokrzepienia, nie ma nadziei w przyszłości. Jak w życiu: nikt nie wygrywa, wielu przegrywa, a na cztery łapy spada tylko kot.

Mateusz Myślicki