Dziwniejsze rzeczy widziałem niż “Stranger Things”

Mam fejsbukowy wall pełen nerdów. W zasadzie nic dziwnego, trochę czasu żyłem z grania w grę. Narobiło się przez ten czas znajomych i ci znajomi czasem wrzucą na walla coś wyjątkowego. I wtedy cieszę się jak dziecko, oglądając czy słuchając.

Ostatnio chyba przyszła w popkulturze moda na nerdów, bo przemysł zaczął w nich celować. I wyprodukował dziełko „Stranger Things”, w którym wychowany w latach 80. komputerowiec/rpgowiec/miłośnik komiksów najwyraźniej musi się zakochać. To sprytny manewr, ale trochę oszukańczy.

Wszystko zaczyna się bardzo interesująco. Czwórkę dzieciaków, czyli głównych bohaterów filmu, spotykamy, gdy grają w „Dungeons and Dragons”, pramatkę wszystkich gier RPG, gdzie w wyobraźni wcielamy się w wielkich wojowników, potężnych magów i sprytnych złodziejaszków. Gdy mama Mike’a, ich mistrza gry, przerywa rozgrywkę, jest już ciemna noc. Wracając do domu, jeden z chłopców zostaje zaatakowany przez nieznane stworzenie i znika. Chwilę wcześniej zaś, w tajnym rządowym ośrodku badawczym, coś bardzo złego wydostaje się na wolność, a wraz z tym czymś ucieka mała dziewczynka o niesamowitych mocach.

D&D_Game_1.jpg
Stół z rozgrywką w Dungeon and Dragons

W pierwszym epizodzie śledzimy losy dziewczynki, którą ścigają Źli Ludzie z Rządu, obserwujemy bezradność chłopców, których przyjaciel zniknął. Uczestniczymy w rozpaczy jego rodziny i bólu matki (świetna rola Winony Ryder). Jednocześnie starsza siostra głównego bohatera przeżywa swoją pierwszą miłość i fascynację Stevem Harringtonem, najprzystojniejszym chłopcem w szkole. Brzmi to wszystko banalnie, ale ogląda się świetnie – sceny są dobrze ze sobą połączone i zbalansowane, do tego aktorstwo jest na wysokim poziomie. Obgryzamy paznokcie, czekając co stanie się dalej.

No właśnie. Dalej nie dzieje się już zbyt wiele. Wątki wloką się niemiłosiernie i są zupełnie niezaskakujące. [UWAGA CAŁY AKAPIT TO SPOILER, choć bardzo ogólny, zapiszę go kursywą.] Dziewczynka, oczywiście, ma supermoce i, oczywiście, to ona spowodowała wydostanie się ZŁEGO na wolność. Oczywiście też, zawiązuje silną więź z chłopcami. Nancy, siostra głównego bohatera, Mike’a, oczywiście zakochuje się w chłopaku, który oczywiście okazuje się draniem, ale też, naturalnie, przechodzi pod jej wpływem przemianę. Rząd jest zły i prowadzi niebezpieczne eksperymenty i, to jasne, zupełnie jak w „Archiwum X”, zaciera ślady. Naturalnie, matka, którą wszyscy mają za szaloną, ma rację i chłopiec nie umarł. O tym, że Will nie umarł, przekonuje sceptycznego syna i doświadczonego przez życie szeryfa, który, przecież to jasne, był kiedyś supergliną w dużym mieście. Aha, chłopiec, ten porwany przez super-bestio-roślinę, przeżywa całe dni w alternatywnym świecie, jak z horroru, bez jedzenia, bez żadnego doświadczenia w sztukach survivalu, chowając się przed morderczą super-bestią na jej terenie. I na koniec zostaje uratowany przez matkę i szeryfa. A bestia ginie. I zły koleś z rządu też. Naturalnie.

Wkurzało was to ‘naturalnie’ i ‘oczywiście’ i ‘przecież to jasne’ w powyższym akapicie? Mnie też wkurzało, kiedy powtarzałem sobie w głowie te słowa, kiedy kolejny wątek posuwał się ślimaczo naprzód. Jeszcze żeby to wszystko działo się szybciej, to pewnie bym to kupił. I zrozumcie mnie dobrze, mój problem z tym serialem nie polega na tym, że te wątki są absurdalne, kocham dobre absurdalne rozwiązana. Mój problem polega na tym, że są banalne i rozciągnięte nieludzko w czasie. Około czwartego odcinka naprawdę zacząłem się nudzić.

monster-from-stranger-things.png
Kiedy główny bad guy wygląda tak, wiesz, że coś poszło nie tak.

A szkoda. Serial jest nostalgicznym hołdem złożonym latom 80., nasyconym cytatami z tamtego okresu, wabikiem na ludzi odczuwających nostalgię za „Miasteczkiem Twin Peaks”, „Z archiwum X” czy może nawet takimi tytułami jak „Eerie Indiana”, które można dziś obejrzeć w Internecie legalnie i za darmo. Gdy akcja postępuje, dzieciaki sypią cytatami z takich klasyków jak “Gwiezdne Wojny” i włączają historię tych dzieł w codzienne życie. Zdrajca jest nielojalny jak przyjaciel Hana Solo Lando Carlissian, ktoś inny ma mądrość Yody, a potwór, który porwał ich przyjaciela to Demogorgona z rozgrywki RPG. Ich pokoje, oraz pokoje ich braci i sióstr są oklejone plakatami hitów kinowych i gwiazd ówczesnej estrady. Młodzi bohaterowie faktycznie są zanurzeni w tamtą popkulturę, jeszcze nieskażoną wtórnością. Aha – muzyka, grająca w tle, też jest w całości przeniesiona z tamtego okresu. Cała praca nad przetykaniem akcji cytatami z początków popkultury udała się znakomicie.

Twórcy dokonali też prawie niemożliwego i znaleźli piątkę dzieci, z których dwójka gra doskonale, a pozostała trójka znośnie. A to niełatwe, dzieci zazwyczaj nie umieją grać. Do tego reżyser położył ciężar gry na dwójce najbardziej utalentowanych młodych aktorów – granym przez Finna Wolfharda Mike’u i Millie Bobby Brown, jako super-dziewczynce Eleven. Ogląda się całą czwórkę bardzo przyjemnie. Mistrzowsko zagrana została rola matki – Joyce Byers. Winona Ryder oddała ból po stracie syna w ten sposób, że czasem trudno sceny z nią przetrwać, są tak przejmujące. Pokazała, jak nadzieja matki, wiedzącej, że jej syn żyje, że daje jej sygnały z innego świata, musi wyglądać na szaleństwo. Że dla innych mieszkańców miasteczka, nawet dla jej syna, jest oczywistym popadaniem w, spowodowaną bólem, otchłań. Prawie debiutujący Charlie Heaton jako wspomniany starszy syn też doskonale poradził sobie z rolą wycofanego, inteligentnego i zakompleksionego outsidera. David Harbour grający szeryfa, choć ma rolę dużo łatwiejszą, to dobrze oddaje przystojnego twardziela z osobistą tragedią w tle. Nawet śliczna Natalia Dyer jako zakochana nastolatka Nancy gra niebanalnie.

Tylko ten scenariusz. Ten kiepski, niedopięty scenariusz. Mam wrażenie, że powinien na jego podstawie powstać film krótszy, czteroodcinkowy i wtedy chociaż akcja nie dłużyłaby się tak bardzo i nie irytowałoby przewidywalne, pozbawione jakiejkolwiek niespodzianki, zakończenie. Ale to, że scenariusze to słaba strona amerykańskiego przemysłu serialowo-filmowego, to też właściwie żadne zaskoczenie.

 Mateusz Myślicki

 

Advertisements

Published by

widzialemczytalem

Jestem 33 letnim facetem. Aktualnie uczę angielskiego i próbuję zrobić doktorat. Byłem w życiu profesjonalnym graczem komputerowym, dziennikarzem na pół etatu, wykładowcą na ćwierć etatu, brygadzistą w ekipie wywożącej ciężkie odpadki z fabryki (na etat, za granicą), nieudanym pokerzystą. I parałem się paroma innymi rzeczami. Kim bym nie był jedno towarzyszyło mi zawsze - uwielbienie dla dobrych historii. Od czasu adaptera, który stał w domu i co jakiś czas, ku zachwytowi kilkuletniego dzieciaka odtwarzał historię mola książkowego Miki Mola, przez pochłoniętą w wieku kilkunastu lat w zarwane noce Trylogię Tolkiena, do dzisiejszych seriali i kryminałów - dobre historie były moim narkotykiem. Żyjąc w Anglii nauczyłem się szybko czytać po angielsku, bo brakowało mi książek, więc naprawdę, dosłownie, serio nie potrafię żyć bez gawęd i opowieści. Tutaj chciałem się tą pasją podzielić.

One thought on “Dziwniejsze rzeczy widziałem niż “Stranger Things””

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s